Gdy odchodzą nasze ukochane zwierzaki, możemy czuć się tak samo okropnie, jak po stracie każdej bliskiej osoby. Możemy czuć się także bardzo źle, gdy chorują i gdy zaginą bez wieści. Miotają nami najróżniejsze uczucia: od smutku, żalu i rozpaczy, przez zaprzeczenie, niezrozumienie, wściekłość, otępienie... Akceptacja i zrozumienie przychodzi o wiele później. Mówię o akceptacji nowej sytuacji przez nas samych, ale i o zrozumieniu również przez otoczenie. Jakże często bliscy i dalsi ludzie z naszego otoczenia nie umieją dać nam wtedy wsparcia! Niestety nie zawsze wynika to z niemożności jego udzielenia... Jakże mało w naszym społeczeństwie przyzwolenia na bycie sobą, a więc również osobą kochającą zwierzęta tak samo, a nawet czasem bardziej niż ludzi, i tak samo, a nawet bardziej cierpiącą po ich stracie!
Jestem nie tylko psychologiem i nie tylko wizjonerką, ale także osobą, która utraciła kilku ukochanych towarzyszy życiowych w zwierzęcej postaci. Ostatnio musiałam zmierzyć się z odejściem ukochanego kotka, który był ze mną 16 lat. Niestety musiałam pomóc mu godnie odejść ograniczając cierpienie związane z nowotworem. Rozumiem tych, którzy potrafią kochać każdego równie mocno, niezależnie od postaci. Rozumiem, jak cierpi osoba, która utraciła ukochaną osobę. W przeciągu niespełna roku musiałam poradzić sobie ze śmiercią kilkunastu bliskich osób. Uwieńczeniem tego trudnego okresu było odejście Bąbelka 2 miesiące temu. Dlatego jestem tu dla Was bo wiem, jak to jest. Naprawdę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę o uwzględnienie oraz o uszanowanie uczuć swoich i innych osób.