Nie pisałam długo bo łatwo mi nie było i nadal nie jest. Puszek umarł otruty w ciągu kilku dni 5 miesięcy temu. Za miesiąc skończyłby 12 lat. Nic mu nie dolegało, był radosny i kochany.
Po śmierci tak wielu zwierzęcych przyjaciół (nie o wszystkich tu pisałam) odkryłam własną metodę na poradzenie sobie z rozpaczą. Na początku staram się odwracać uwagę, zajmować czymś innym i nie myśleć. Gdy wspomnienie utraconej osoby mimo to pojawia się, staram się nie pamiętać jej w chwili cierpienia czy śmierci, ale jako żywą i radosną istotę. Jednak im dłużej staram się o tej osobie nie myśleć, tym łatwiej później te dobre wspomnienia przywołać. Zapewne każdy odkrył własny sposób na radzenie sobie ze stratą. Mój pomaga mnie, więc się nim dzielę. Jeśli chcesz możesz też codziennie wykonać jakiś rytuał na podtrzymanie pozytywnego kontaktu z tym, który odszedł. Możesz dla przykładu spojrzeć na zdjęcie przyjaciela i przywitać go rano. Pomaga również wiara, że tak naprawdę oni odchodzą tylko fizycznie...
